piątek, maja 02, 2014

Bezwarunkowo, na zabój jestem zakochana.
















We Włoszech oczywiście! Nie we Włochach, aczkolwiek oni sympatyczni, mili i dobrzy ludzie. I weseli. Ale kuchnia ich. I kawa dobra i wszędzie. O rety. A może to trochę ta miłość przez fakt z kim byłam tam pierwszy raz i jak mnie kark od zadzierania głowy bolał, i że buzię cały czas miałam rozdziawioną z wrażenia i wyjść z podziwu nie mogłam i jakie dobre wino piłam, i jakie prosciutto, jakie pomidory, jaka pizza, pasta i gwar i śmiech i espresso. Kto był, ten wie! Ale ja raczkuję w podróżach i wciąż mi mało i mało, ale do Włoch to mnie magnes jakiś ciągnie. A carbonarę, taką prostą i smaczną i kremową  ..mmm mogę jeść codziennie. CODZIENNIE. nie robię tego, oczywista sprawa. ale ona taka dobra omnomnomnomnom.


Zachwyt nr 1 - pizza włoska. Tę już umiem zrobić w swoim piecyku gazowym, wiem czego użyć żeby była pyszna i możliwie jak najbardziej włoska, a przede wszystkim, żeby smakowała zjadaczom. 










Zachwyt nr 2 - gelato! Ci, którzy mnie znają, wiedzą co to znaczy. Ja po prostu nie lubię lodów. Nie lubię i już. Zimne to i słodkie jednocześnie, i jeszcze każde zalatują wanilią, której nie znoszę. Ale gelato... gelato to miłość kolejna!






A carbonarę to tylko oszukaną jadłam.. nie zdając sobie z tego sprawy!! I pewnie wielu z Was również sobie nie zdaje sprawy, dlaczego oszukana. Tamtej nie lubię. A tę kocham wręcz. Przepraszam, że się tak powtarzam, ale musicie zrozumieć, jaka ta prawdziwa jest dobra :D


W Polsce - może nie tylko, wiem że u nas na pewno - carbonara to makaron z szynką, boczkiem, czosnkiem, cebulą i śmietaną, czasem gdzieś jajko się przewinie. A prawdziwa carbonara moi drodzy jest bardzo prosta.. I ani grama śmietany! Ani, ani! Ani wina! Chociaż oczywistą sprawą jest, że każdy może po swojemu kombinować:) Ale po co kombinować, jeśli oryginał jest tak doskonały, że zupełnie nie wymaga poprawek..? :D





Spaghetti Carbonara (ok. 4 porcje ) wg Antonio Carluccio

Składniki:
ok. 200 g boczku wędzonego, bez kości i skóry
3 jaja + 1 żółtko
ok. 60 g parmezanu lub pecorino 
świeżo mielony pieprz
oliwa
400 g makaronu spaghetti 


W wysokim, dużym garnku zagotowujemy wodę, solimy ją i gotujemy makaron - 10 minut jest idealne dla spaghetti. 




Boczek kroimy na niezbyt wielkie, dość cienkie kawałeczki. Na patelni rozgrzewamy 2. łyżki oliwy i wrzucamy pokrojony boczek. Smażymy na średnim ogniu,co jakiś czas mieszając. W trakcie smażenia boczku i gotowania makaronu, w małej miseczce roztrzepujemy jajka, żółtko, dodajemy 3/4 startego parmezanu/pecorino i dwa razy przekręcamy młynek z pieprzem. Całość powinna mieć dość kremową konsystencję. 
Zmniejszamy ogień pod patelnią - boczek powinien już przyjąć formę chrupiącego bekonu. Jeśli na patelni pojawi się zbyt wiele tłuszczu, warto ją odrobinę osuszyć ręcznikiem papierowym - w zależności od upodobań, ale ja po prostu nie przesadzam z oliwą na samym początku i suszyć nic nie muszę :) Odcedzamy makaron, przelewamy go zimną wodą i dorzucamy do boczku. Całość mieszamy ze sobą, przeplatając mięsko przez spaghetti. Zestawiamy z ognia, żeby patelnia nie była za gorąca, a następnie dodajemy do niej masę jajeczno - serową - ten moment jest najważniejszy przy spaghetti Carbonara - intensywnie mieszamy, nie pozwalając na to, żeby jajka się ścięły i powstała jajecznica na talerzu, bo przecież nie o to chodzi ;) Nie dodajemy soli, chyba że ktoś ma tak wielkie zapotrzebowanie, że słoność boczku i sera mu nie wystarcza - znam i takich.. ;) 
Wymieszaną pastę przekładamy na talerze, posypujemy startym parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem. Jemy. I robimy mmmmm... 

 Viva l'Italia! 


niedziela, marca 30, 2014

Improwizacje na temat spaghetti!

Jak mniemam, najpopularniejszym spaghetti jest bolońskie lub napoli. Ja jednak postanowiłam od standardów odejść i spróbować czegoś, owszem, rodem ze słonecznej Italli, ale w trochę innym stylu. Do przygotowania spaghetti użyłam pesto z suszonych pomidorów, cukinii i szynki dojrzewającej. Oliwa ekstra virgin doprawiła całości i.. było to danie iście królewskie. Wyborne. Takie po prostu... omnomnom. Jak niesamowicie smaczny makaron tejże firmy ;)
Spaghetti jest bardzo proste w przygotowaniu i nie wymaga wiele czasu! Polecam spróbować w wolnej chwili, gdyż naprawdę warto ;)


Spaghetti z pesto z suszonych pomidorów i szynką dojrzewającą

 (ok. 3 porcje)

Składniki:
ok. 250 g makaronu spaghetti z pszenicy durum firmy OMNOMNOM
jedna mała cukinia
120 g suszonych pomidorów, bez zalewy
garść pistacji (bez skorupek;))
2. łyżeczki suszonej bazylii
4 ząbki czosnku
6 cieniutkich plasterków szynki dojrzewającej, np. szwarcwaldzkiej
oliwa ekstra virgin
łyżeczka ostrej mielonej papryki
pieprz świeżo mielony
sól




Pierwszą czynnością będzie przygotowanie pesto - nie będzie to typowy sos, ponieważ do tego dania lepiej pasuje jego bardziej "gruboskórna" wersja;) W związku z tym, wrzucamy ok. 100 g suszonych pomidorów do blendera, dodajemy garść pistacji, jeden posiekany drobno ząbek czosnku, dwie łyżki oliwy i miksujemy całość przez kilkanaście sekund. Nie potrzebujemy więcej czasu, ponieważ całość ma być po prostu posiekana i powinna połączyć się ze sobą, ale nie kompletnie zmielić. Powstałe pesto przekładamy do miseczki. 
Cukinię kroimy wzdłuż na cztery części, a następnie siekamy otrzymując kształtne trójkąciki. Posiekaną w ten sposób przekładamy do drugiej miseczki. 



W dużym garnku wstawiamy wodę, delikatnie ją solimy i gotujemy makaron spaghetti #omnomnom ok. 10 minut. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą, pozostawiając w durszlaku do całkowitego ocieknięcia z wody.
Pozostałe 3 ząbki czosnku kroimy drobniutko, następnie rozgrzewamy łyżkę oliwy na patelni i podsmażamy czosnek przez kilkanaście sekund, cały czas mieszając. Dodajemy cukinię, przesmażamy przez kilkanaście sekund, następnie dodajemy makaron i całość mieszamy. Podlewamy spaghetti odrobiną oliwy, dokładnie mieszamy i dodajemy pesto. W razie potrzeby dodajemy odrobinę oliwy, jednak staramy się żeby mimo soczystości potrawa nie pływała ;)
Najwygodniejsza do tej potrawy jest głęboka patelnia, która pozwoli nam na energiczne mieszanie całości, gdyż najważniejsze jest to, żeby przez te kilka-kilkanaście minut całość połączyła się i stworzyła niesamowicie aromatyczną kompozycję. 
Przez kilka minut podsmażamy całość na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając. Następnie doprawiamy potrawę pieprzem, papryką i suszoną bazylią, zwiększamy ogień i przez ok. minutę mieszamy intensywnie, przesmażając z każdej strony. 
Gorące podajemy na płaskich talerzach, dekorując plastrami szynki dojrzewającej i posypując pozostałymi suszonymi pomidorami, posiekanymi w kosteczkę. 

Smacznego! :) 






Przepis bierze udział w akcji Fusion w kolorach #omnomnom :) 

sobota, marca 29, 2014

Ryba z pieca wiosenną porą!

Postnie, czy po prostu - ryba, to bardzo ważny element naszej diety. Przyznam szczerze, że pojawia się ona w moim menu stanowczo zbyt rzadko. Jest to spowodowane na pewno preferencjami "współjedzących", ale mimo wszystko. Ryba jest ważna, pyszna, sycąca i należy ją jeść, o! Bardzo to twórcze.. ;)
Pstrąg jest jedną z moich ulubionych ryb - wspaniale zastępuje karpia podczas wigilii i przypomina wspaniałe wieczory, letnie w ogrodzie lub zimowe w moim ulubionym, zielonym salonie - na bydgoskich Piaskach. Pstrąg przywieziony przez rodziców spod Choszczna, upieczony nad "żywym ogniem" i odymiony drewnem śliwy, wiśni, czy innych cudów, wybranych przez Wujka - speca od pstrągów! Sałatka prosta, acz idealnie pasująca, skomponowana przez Ciocię, która uwija się wokół, z masą bransolet na ręce  - ich brzęk pamiętam od.. nie wiem od kiedy. Od zawsze. I go uwielbiam! Tak jak całą atmosferę "rybich wieczorów". A jeszcze bardziej nie mogę się doczekać tego pstrąga przyrządzonego na powietrzu, w ogrodzie, przy akompaniamencie świerszczy i zapachu lata. Mmmm. Nawet P. się przekonał!

Dziś wersja domowa. Z piekarnika. Z pietruszką, z cytryną, solą morską i pieprzem. Odrobiną masła, co się rozpływa i świeżym czosnkiem, bez którego ani rusz! Z sałatą prostą i sosem rześkim, musztardowo-miodowym na jogurcie!


Pstrąg pieczony (porcja na 2 osoby)

Składniki: 
2 średniej wielkości całe pstrągi ze sprawdzonego źródła
natka pietruszki
1,5 cytryny
4 ząbki czosnku
łyżka masła
sól morska
czarny pieprz

sałatka:
2 garście porwanej sałaty (ulubiony przez was rodzaj;))

kilka rzodkiewek
kilka pomidorków koktajlowych

ok. 80 g pokruszonego sera sałatkowego typu feta

sos:
szklanka jogurtu
3 łyżeczki musztardy
łyżka soku z cytryny
łyżka miodu
szczypta soli
szczypta świeżo mielonego pieprzu


folia aluminiowa do pieczenia ryby

Każdą rybę oczyszczamy, dokładnie myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem.
Jedną cytrynę kroimy w plastry. Czosnek obieramy i kroimy w drobne plasterki. Liście natki pietruszki siekamy niezbyt drobno i przerzucamy do miseczki.
Wydzieramy z folii aluminiowej dwa kawałki, w które bez problemu będzie można zawinąć osuszone pstrągi. Rybki układamy na środku arkusza i zaczynamy nacieranie solą. Nie odcinamy rybie głowy, chyba że bardzo nie lubimy jej widoku. Mnie on nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dlatego też głowa ląduje wraz z całością na talerzu ;) Julii ryba była wczoraj bez głowy i smakowała ponoć równie dobrze!
Każdy fragment ryby - skórę i wnętrze - nacieramy dokładnie, skrapiamy sokiem z cytryny, dość solidnie, układamy w środku i na skórze dość gęsto plasterki czosnku oraz dodajemy odrobinę masła. Następnie wypychamy wnętrze rybki natką pietruszki i między listki wkładamy po 2 plasterki cytryny. Cytryna ląduje również na wierzchu, całość oprószamy solidnie świeżo zmielonym pieprzem i zawijamy w folię tak, aby z każdej strony była ona zamknięta. Brzegi zawijamy delikatnie, żeby bez trudu je odwinąć i móc zerknąć na rybkę podczas pieczenia.



Jak każde mięso, najlepiej będzie smakowało, kiedy je zamarynujemy wcześniej. Wystarczy 30-40 minut przed pieczeniem, ale oczywiste jest, że bardziej ucieszy naszego pstrąga kilkugodzinny odpoczynek w marynacie ;) Dlatego, jeśli jesteście przygotowani na ten obiad kilka godzin wcześniej, warto to wykorzystać i pozwolić rybie nasiąknąć całą tą prostotą smaków. 
Rozgrzewamy piekarnik do 170 st. C i pieczemy naszego pstrąga ok. 20 minut. Po 15 minutach warto sprawdzić, w jakim stanie jest ryba. Mięso powinno być białe i soczyste. Jeśli nadal nie wydaje się do końca ścięte, prawdopodobnie rybka będzie potrzebowała odrobinę więcej czasu. Nie przesadzajmy jednak - nie tak znowu trudno wysuszyć ją na wiór ;)

Podczas leżakowania ryby przygotowujemy sos, a podczas pieczenia sałatkę. Sos będzie również smaczniejszy jeśli "przegryzie się" w lodówce przez jakiś czas, dlatego tez warto się za niego zaraz po przygotowaniu ryby. Do miseczki wlewamy jogurt, dodajemy musztardę, sok z cytryny, miód, szczyptę soli i pieprzu i mieszamy intensywnie do uzyskania gładkiej konsystencji bez grudek. Przykrywamy talerzykiem lub folią i wstawiamy do lodówki. Podczas pieczenia pstrąga przyrządzamy na talerzach sałatki - kroimy rzodkiewki w ćwiartki, pomidorki na połówki i rozrzucamy na sałacie, posypując kruszonym serem feta. 
Tuż przed podaniem wyciągamy sos z lodówki i przelewamy do niewielkich miseczek. Sprawdzamy, czy rybka jest już ścięta i biała, ściągamy ją z folii i przekładamy na talerz. Pstrąg oczywiste ma ości, dlatego też bądźcie uważni i nie pozwólcie sobie zepsuć obiadu i obierzcie odpowiednią taktykę - ściągając delikatnie skórkę zjadamy mięso z góry, następnie wyjmujemy z pstrąga ości delikatnie, wraz z całym kręgosłupem, dzięki czemu na talerzu pozostaje już sama dobroć do wcinania;) Sos pasuje równie dobrze do sałatki jak i maczania w nim rybki, smacznego!!:)









wtorek, marca 25, 2014

Marchewkowe - bezglutenowe !

Upieczone kilka dni temu po raz pierwszy, dziś upiekłam kolejne, pod pretekstem zrobienia kilku zdjęć... bo przecież przepis bez zdjęć być nie może, prawda? ;) A przecież dziś urodziny, a tort dopiero na środę ma być, no to jak to tak! Przyjemne z pożytecznym, foccacio z pepperoni i bezglutenowe ciasto marchewkowe dziś w naszej kuchni. I chleb rośnie. Ale śniadanie to chyba mleczne planujemy... winem się rozgrzewając, gdy za oknem paskuda, naskrobię na szybko, żebyście mogli upiec. 
Choćby i dziś! Całość, włącznie z pieczeniem zajmuje ok. 50 minut. Nocne marki i inne sowy - polecam, cynamonowy zapach wypełniający sypialnię powala!


Bezglutenowe ciasto marchewkowe


Składniki:
1 i 1/3 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 szklanki cukru
1 i 1/2 szklanki startej marchewki
3/4 szklanki startego, twardego jabłka
3/4 szklanki oleju
1 jajko
1 żółtko
1. łyżeczka sody oczyszczonej
1. łyżeczka mielonego cynamonu
1. łyżeczka mielonych goździków
szczypta soli

Polewa:
1 tabliczka mlecznej czekolady Goplana*
mała łyżeczka nutelli

Do przygotowanej wcześniej miski przesiewamy mąkę z sodą i cukrem. Dodajemy jajka, mieszamy do połączenia, wlewamy olej i dodajemy marchew oraz jabłko, a następnie doprawiamy cynamonem, goździkami i solą. Całość mieszamy dokładnie, masa będzie w miarę gęsta, niezbyt lejąca się. 
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.
Przekładamy ciasto do tortownicy babkowej lub zwykłej, małej tortownicy/blachy i wstawiamy do piekarnika na 40-45 minut, do tzw. suchego patyczka.
Po upieczeniu studzimy ciasto i przygotowujemy polewę. Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej, mieszając ją z łyżeczką nutelli. Całość rozsmarowujemy na cieście i pozostawiamy do całkowitego zastygnięcia.


 Z racji faktu, że ciasto jest pieczone na mące kukurydzianej, powinno mieć specyficzną, sypką konsystencję, ale właściwie jest bardzo zwarte, ciężkie i niesamowicie pyszne. Śmiało mogę powiedzieć, że jest równie smaczne co marchewkowe ciasto mojej mamy, z mąki pszennej - Mamo, kocham Ciebie i Twoje ciasto, nie miej wątpliwości :D 
Smacznego Wam i nam! 



PS: Mam już wlepeczki, piękne, okrągłe i nie tylko ;) 






PS2: Z racji dzisiejszych Julii urodzin (wczorajszych już właściwie.. ) wielkie STO LAT! 
Ciasto dedykowane dla najlepszej współlokatorki na Świecie :)

*Goplana jest bezglutenowa, stąd moja sugestia! Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to nutella i snickersy też!! :)

poniedziałek, marca 17, 2014

Tort na dzień św. Patryka.. czyli szpinakowa lasagne:)

Dlaczego tort? A dlatego, że w kształcie tortu, gdyż lasagne nietypowa - naleśnikowa! Dlaczego dedykowana świętemu Patrykowi? Bo przekładana zielonym szpinakiem, jak tort kremem ;) I chociaż koniczyny nie przypomina, szpinak jest jednym z moich ulubionych warzyw. Uwielbiam go jeść na grzance, z serami, w naleśnikach, makaronach, z rybą i mięsem. Duszony i świeży. Latem, jesienią, zimą i wiosną. O każdej porze, w towarzystwie odrobiny masła lub oliwy, czosnku i gałki muszkatołowej sprawdza się znakomicie. 
Teraz kwestia naleśników. Wiele razy byłam pytana o proporcje... jest to jedno z trudniejszych pytań, ponieważ robiąc naleśniki tego typu (nie pancakes) nie odmierzam - NIGDY! ;) Ale pytania na ten temat pojawiały się wciąż i wciąż, więc postanowiłam jeden jedyny raz odmierzyć. Zapisałam to w zestawieniu przepisów dla wyjazdowej kuchni P. i tą miarą się dzisiaj posłużę ;) 

Lasagne naleśnikowa ze szpinakiem

Składniki na ciasto naleśnikowe*:
2 szkl. mąki pszennej tortowej
2 i 1/3 szkl. mleka
1 jajko
szczypta soli 

Składniki farszu:
1. opakowanie mrożonego szpinaku, 450 g **
ok. 100 g sera typu feta
2 ząbki czosnku
70 g startego sera mozzarella
łyżka masła
0,5 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka suszonej bazylii
sól 
pieprz

Sos beszamelowy***: 
2. łyżki masła
1. płaska łyżka mąki
0,5 szkl. mleka
0,5 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
sól

olej do smażenia naleśników


Do miski wsypujemy mąkę, wlewamy mleko, wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i miksujemy dokładnie. Ciasto powinno być dość rzadkie, o konsystencji maślanki. Rozgrzewamy łyżkę oleju na patelni do naleśników.
Dla mnie najlepszą patelnią do wykonywania tej czynności, jest mała patelnia z IKEA, kosztująca ok. 10 zł. Nie ma sobie równych, skubana. Smażę na niej naleśniki nieprzerwanie od kilku lat i muszę skłonić się w stronę Szwedów - dobra robota ;) 
Przeważnie podczas smażenia nie używam więcej niż ta początkowa łyżka oleju, ale jeśli stwierdzicie, że jest potrzebne jeszcze kilka kropelek, to natłuszczajcie patelnię "co kilka naleśników" . Na jednego naleśnika wylewamy ok. 0,5 chochli ciasta i rozlewamy je po patelni, tworząc bardzo cienki placuszek. Obsmażamy przez kilkanaście sekund z każdej strony, nie pozwalając żeby się zbytnio przyrumieniły, przerzucamy łopatką - najlepiej współpracują te delikatnie ścięte, mięciutkie crepes ;)



Rozmrożony wcześniej szpinak osączamy z wody. W małym rondelku rozgrzewamy łyżkę masła, ścieramy czosnek i podsmażamy przez kilkanaście sekund na wolnym ogniu ciągle mieszając. Wrzucamy czosnek i przykrywamy garnuszek pokrywką, dusimy przez kilka minut. Następnie dodajemy pokruszony ser feta, dokładnie mieszamy całość, przyprawiamy gałką muszkatołową i świeżo zmielonym pieprzem. Dusimy szpinak jeszcze przez kilka minut, mieszając od czasu do czasu. Próbujemy i w razie potrzeby dodajemy szczyptę soli. 
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C. 
Najlepiej w okrągłym naczyniu żaroodpornym tworzymy nasz tort-lasagne. Układamy naleśnik, na nim cienką warstwę farszu i tak na przemian, kończąc naleśnikiem. W garnuszku topimy 2 łyżki masła i dodając łyżkę mąki mieszamy, tworząc zasmażkę. Dolewamy mleko i najlepiej trzepaczką mieszamy całość bardzo intensywnie, pozbywając się jakichkolwiek grudek. Kiedy sos zaczyna gęstnieć doprawiamy go gałką muszkatołową i solą i stale mieszając wylewamy na lasagne. Przysypujemy całość serem mozzarella, posypujemy suszoną bazylią i wstawiamy bez przykrycia do piekarnika na ok. 20 minut. 


Jeśli ser zacznie się od razu przypiekać to warto naczynie jednak przykryć.
W międzyczasie możecie przygotować swój ulubiony sos czosnkowy - ja jak zwykle robię go na bazie jogurtu naturalnego, czosnku,odrobiny soli, pieprzu i świeżej bazylii :) 



Orzeźwiającym dodatkiem będą na pewno pomidorki koktajlowe, sąsiadujące dyskretnie z daniem głównym ;) 


Smaczneeeeeeeego!:)

* wystarczy Wam połowa porcji ciasta- jajko zostaje jedno ;) 
** możecie korzystać ze świeżego, niestety zimą łatwiej zdobyć ten mrożony
*** nie przygotowujcie sosu beszamelowego wcześniej, niż to zapisałam - gęstnieje bardzo szybko i nie jest atrakcyjny, kiedy ubierze się w kożuch ;) 










Serowe marzenie. Nic dodać nic ująć.

Bo sęk tkwi w prostocie. Zrobiłam serniczek. Na szybko. Z masą nerwów, bo okazało się, że pod ręką nie ma mojej ukochanej tortownicy. I ta druga większa, to przecież nie będzie taki jak chciałam i nie wiem, czy wystarczy mi spodu, bo to aż 28 cm i same jęki i biadolenie.
Spód przyszedł, rozłożył się wygodnie, masa serowa wylała się pięknie, równo i do idealnej wysokości. Taki prosto z głowy, żeby się twaróg z lodówki nie zmarnował. I czekolada z szafki się upomniała, krzyknęły tez herbatniki. Nic zmarnować się nie może!
Jak się człowiek spieszy, to się ponoć diabeł cieszy. Może i się cieszył, ale chyba tym razem mi się upiekło - a właściwie sernikowi się upiekło. I to tak, że aż z zachwytu stwierdziłam, że polewa jakakolwiek profanacją by była. Więc ją sobie darowałam.
I najlepszy na Świecie sernik zyskałam :)




Sernik na czekoladowym spodzie

Składniki na masę serową:
900 g twarogu sernikowego
100 g twarogu mielonego, tłustego
0,5 szklanki cukru
4 jajka
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
80 g masła

Składniki na spód:
100 g gorzkiej czekolady
łyżka masła
2 łyżki mleka
1,5 paczki herbatników, pokruszonych

Czas przygotowania: spód - 15 minut + czas studzenia
                               masa serowa - ok. 10-15 minut + 60 min. pieczenia

Jest to naprawdę bardzo prosty sernik. Pamiętajcie, że w serniku najlepsze jest to, że nawet jeśli - odpukać! - opadnie, to zakalca mieć nie będzie, bo sernik to nie ciasto przecież :D
Zaczynamy od spodu. Stawiamy mały rondelek na niewielkim ogniu, wrzucamy do niego masło, wlewamy mleko i łamiemy czekoladę. Całość powoli topimy stale mieszając. Kiedy czekolada rozpuści się całkowicie, a masa będzie jednolita, dodajemy mocno pokruszone herbatniki i mieszamy całość dokładnie, zestawiając jednocześnie z ognia. Studzimy masę na tyle, żebyśmy mogli "uklepać" ją dłonią na spodzie tortownicy i nie poparzyć się przy okazji ;) Spód blachy wykładamy papierem do pieczenia. Kiedy masa jest już ubita w tortownicy, odkładamy ją do całkowitego wystudzenia, po czym wsuwamy na kilkanaście minut do lodówki.
Rozgrzewamy piekarnik do ok. 190 st. C.
W niemałej misie ucieramy masło z cukrem, dokładnie je rozcierając, dodajemy jajka, jedno po drugim i znów ucieramy porządnie na gładką masę o jasnym kolorze. Następnie dodajemy twarogi, mieszamy, mąkę i delikatnie wszystko miksujemy, dopóki nie osiągniemy kremowej, jednolitej konsystencji.
Wyciągamy spód z lodówki, wylewamy na niego masę serową i wkładamy do piekarnika. Po zamknięciu drzwiczek piecyka zmniejszamy temperaturę do 170 st. C. Pieczemy sernik okrągłą godzinę. Powinien być ścięty przy brzegach, a trzęsący na środku.
Zostawiamy go w wyłączonym piekarniku na kilka godzin. Po ok. 1. godzinie możemy kontynuować studzenie poza piekarnikiem.




Nie dodałam do niego polewy. Jego słodkość jest tak wyważona, że.. brak słów, żeby opisać to cudo ;)




Smacznego ;) 

wtorek, marca 11, 2014

Rogaliki inaczej. Niesłodkie!

Pomysł powstał podczas rozmów o jedzeniu, których wiele i non stop z moją siostrą, która niestety daleko, ale błogosławmy Internet i apki wszelakie, które komunikować się pozwalają bez większych problemów. Marta rozważała zrobienie rogali krucho-drożdżowych z nadzieniem niesłodkim, ja chciałam spróbować typowo kruchych, a stanęło na drożdżowych, a z oliwą. I nadzieniem niesłodkim. Z nadzieniem za to niesamowicie przepysznym. Jak to ciasto drożdżowe, musi urosnąć razy dwa, więc troszkę czasu przygotowanie go zajmuje. Ale kiedy już można je wałkować i kroić i lepić, to wszystko idzie super szybko. I wychodzi super pysznie. I wszyscy są super zadowoleni i mruczą mmm. :)






Rogaliki wytrawne z suszonymi pomidorami i pistacjami


Składniki na ciasto*:
1 kg mąki pszennej typ 650
2 żółtka
1 białko
0,75 szklanki przegotowanej, letniej wody
0,5 szklanki letniego mleka
ok. 15 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki soli
0,5 łyżeczki cukru
3 łyżki oliwy z oliwek

Składniki nadzienia: 
2 słoiki suszonych pomidorów ( najlepiej domowej roboty)
2 garście pistacji, obranych z łupinek
kilka liści świeżej bazylii
2 łyżki oliwy z pomidorów

Czas przygotowania: ciasto 15 min + wyrośnięcie x 2 = ok. 1,5- 2 godz.
                              farsz - kilkanaście sekund

                             zwijanie - ok. 20 minut + pieczenie - ok. 20 minut


Zaczyn - pierwsza sprawa, standardowo jak przy każdym drożdżowym cieście. Do miseczki wkładamy drożdże, wlewamy odrobinę mleka, cukier i łyżkę mąki. Dokładnie mieszamy do momentu rozpuszczenia się drożdży i odstawiamy w  ciepłe miejsce na ok. 15 minut. W dużej misie lub na stolnicy wysypujemy mąkę, robimy w niej dołek, wbijamy żółtka, białko, dodajemy sól, wodę, zaczyn i mleko. Całość mieszamy ze sobą i zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto, podczas ugniatania dodając stopniowo oliwę. Wyrabiamy przez ok. 10-15 minut, po czym oprószamy miskę mąką, wkładamy ciasto, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić objętość po ok. 1 godzinie. Należy je wtedy uderzyć, krótko wyrobić i odstawić do wyrośnięcia na kolejne 45 - 60 minut. W tym czasie przygotowujemy nadzienie - pesto z suszonych pomidorów. Potrzebny będzie nam blender - ręczny lub z pojemnikiem. Do pojemnika lub miski wkładamy pomidory, wrzucamy obrane pistacje, dodajemy świeżą bazylię oraz oliwę i miksujemy na pastę. Trwa to naprawdę kilkanaście sekund, a takie nadzienie jest przepyszne! W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.

Od wyrośniętego ciasta odrywamy kawałki ciasta wielkości pięści, formujemy w kulę i rozwałkowujemy na okrągły placek, podsypując delikatnie mąką. Powstałe koło dzielimy na pół, następnie na cztery i osiem części, dzięki czemu powstaje 8 małych trójkątów równoramiennych (mniej więcej;)). Przy podstawie trójkąta lub jak kto woli przy zewnętrznej jego części układamy nasze nadzienie. Pesto nakładamy małą łyżeczką, a na jeden rogalik przypada jedna, płaska łyżeczka nadzienia. Najlepiej zaobserwować ten proces na zdjęciach, bo jest on bardzo prosty, mimo że opis wydaje się dość skomplikowany :D










Rogaliki zwijamy w rulonik i zawijamy rogi do środka, delikatnie dociskając. Układamy w małych odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pędzlem kucharskim smarujemy rogaliki oliwą i posypujemy suszoną bazylią. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20 minut lub do osiągnięcia złotego koloru ciasta.






Rogaliki pysznie smakują z domowym sosem pomidorowym, a na ciepło znikają tak szybko, że sos nie ma szans.. ;) 



Smacznego!! :) 


*z podanej porcji wychodzi ok. 80 rogalików - jest to całkiem sporo, więc spokojnie możecie zrobić rogale z połowy porcji :)