Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wege. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wege. Pokaż wszystkie posty

sobota, listopada 22, 2014

Veggie, veggie, veggie!

I choć przeciwnam używania wszędzie, gdzie tylko to możliwe wyrazów obcojęzycznych, to jednak słowo veggie jest jednym z moich ulubionych w kontekście języka angielskiego w kuchni. Nawet polskie tłumaczenie jest smaczne, lecz veggie brzmi po prostu...soczyście :D
Roztkliwiając się nad nim dalej, stworzyłam veggie pie. Haha. Po prostu pasztet, jeśli nazywać go ze względu na formę, zawartość jednak bezmięsna. 

Może to nawet wyglądać jak czystki z warzyw, jeśli tylko sobie tego życzycie, mój pasztet, tudzież veggie pie było jednak konkretne i zaplanowane. Bez nadmiernej ilości tłuszczu i soli, świetne! 
Jego dumnie prezentująca się bezglutenowość była jedną z mych chlub na ostatnim Restaurant Day :)


Restaurant Day listopad, 2014










Veggie pie - pasztet warzywny

Składniki: 
ok. 150 g ugotowanej ciecierzycy
ok. 150 g ugotowanej soczewicy
1/2 czerwonej papryki
1. mała biała cebula
1 ząbek czosnku
1. marchewka
ok. 5 cm białej części pora
1/4 łodygi selera naciowego
1/2 papryczki chilli bez pestek (lub więcej i z pestkami, jeśli lubicie bardzo ostre potrawy:))
3 łyżki puree z pomidorów
sos sojowy (jeśli robicie GF zwróćcie uwagę na odpowiedni rodzaj sosu!!)
oregano suszone
bazylia otarta
słodka papryka
kumin
curry
2 łyżki oliwy
1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej

Cebulę, paprykę, papryczkę chilli i czosnek kroimy w bardzo drobną kosteczkę, rozgrzewamy w garnku o grubym dnie oliwę i podsmażamy do zeszklenia cebuli, na średnim ogniu. Siekamy marchewkę, por i seler i dodajemy do podsmażanych już warzyw. Mieszając dość często przesmażamy całość, dodajemy puree pomidorowe i podlewamy odrobiną wody. Garnek przykrywamy pokrywką i dusimy ok. 15 minut. W tym czasie przygotowujemy pozostaje produkty.
Ugotowane wcześniej ciecierzyca(pamiętajcie, że gotuje się ją długo i kilkanaście godzin przed namacza! Możecie skorzystać z "puszkowej" wersji, jeśli cierpicie na brak czasu;)), soczewica i kasza jaglana lądują w misie robota kuchennego. Jeśli macie blender z małym pojemnikiem, to radzę blendować ręcznym - masy jest całkiem sporo, więc ciężko byłoby ją zmieścić w typowym, podręcznym pojemniku blenderowym. 
Kiedy warzywa zmiękną, przestudzamy je odrobinę i dodajemy do pozostałych składników. Doprawiamy: 3 łyżki sosu sojowego, łyżeczka oregano, bazylii, słodkiej papryki, curry i 1/2 łyżeczki kuminu.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.
Zaczynając od wolnych, mieszających obrotów, miksujemy całość, zwiększając moc blendera, aż do uzyskania dość gładkiej, gęstej masy. Na tym etapie musicie posłużyć się swoim indywidualnym smakiem - warto doprawić pasztet mocniej, niż wydaje nam się w danej chwili idealnie - podczas pieczenia smaki tak się rozchodzą, że przez np. niedosolenie( w tym wypadku 'niedosojowanie';)) nasze veggie pie może zrobić się mdłe. 
Nie miksujcie też za wszelką cenę, nawet gdy niektóre warzywka są nadal niezmielone na mus. Bardzo ładnie wygląda taki pasztet z małymi drobinkami papryki, czy pora. 
Powstałą masę 'pajową' przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia długiej foremki. Rozprowadzamy równomiernie i wkładamy na 40 minut do piekarnika. Polecam posypanie wierzchu pasztetu sezamem lub skruszonymi pestkami dyni.
Po upieczeniu pasztet delikatnie opadnie. Należy go wystudzić, najlepiej przez całą noc w chłodnym miejscu lub lodówce. Podawać samodzielnie, w towarzystwie chleba, warzyw.. czego tylko dusza zapragnie. Idealnie zastępuje na kanapce masło, czy twarożek, można go jak najbardziej łączyć z mięsem, czy wędlinami. Veggie pie uniwersalne i przepyszne :)
Kto był na RD, ten wie! ;)











poniedziałek, marca 17, 2014

Tort na dzień św. Patryka.. czyli szpinakowa lasagne:)

Dlaczego tort? A dlatego, że w kształcie tortu, gdyż lasagne nietypowa - naleśnikowa! Dlaczego dedykowana świętemu Patrykowi? Bo przekładana zielonym szpinakiem, jak tort kremem ;) I chociaż koniczyny nie przypomina, szpinak jest jednym z moich ulubionych warzyw. Uwielbiam go jeść na grzance, z serami, w naleśnikach, makaronach, z rybą i mięsem. Duszony i świeży. Latem, jesienią, zimą i wiosną. O każdej porze, w towarzystwie odrobiny masła lub oliwy, czosnku i gałki muszkatołowej sprawdza się znakomicie. 
Teraz kwestia naleśników. Wiele razy byłam pytana o proporcje... jest to jedno z trudniejszych pytań, ponieważ robiąc naleśniki tego typu (nie pancakes) nie odmierzam - NIGDY! ;) Ale pytania na ten temat pojawiały się wciąż i wciąż, więc postanowiłam jeden jedyny raz odmierzyć. Zapisałam to w zestawieniu przepisów dla wyjazdowej kuchni P. i tą miarą się dzisiaj posłużę ;) 

Lasagne naleśnikowa ze szpinakiem

Składniki na ciasto naleśnikowe*:
2 szkl. mąki pszennej tortowej
2 i 1/3 szkl. mleka
1 jajko
szczypta soli 

Składniki farszu:
1. opakowanie mrożonego szpinaku, 450 g **
ok. 100 g sera typu feta
2 ząbki czosnku
70 g startego sera mozzarella
łyżka masła
0,5 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka suszonej bazylii
sól 
pieprz

Sos beszamelowy***: 
2. łyżki masła
1. płaska łyżka mąki
0,5 szkl. mleka
0,5 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
sól

olej do smażenia naleśników


Do miski wsypujemy mąkę, wlewamy mleko, wbijamy jajko, dodajemy szczyptę soli i miksujemy dokładnie. Ciasto powinno być dość rzadkie, o konsystencji maślanki. Rozgrzewamy łyżkę oleju na patelni do naleśników.
Dla mnie najlepszą patelnią do wykonywania tej czynności, jest mała patelnia z IKEA, kosztująca ok. 10 zł. Nie ma sobie równych, skubana. Smażę na niej naleśniki nieprzerwanie od kilku lat i muszę skłonić się w stronę Szwedów - dobra robota ;) 
Przeważnie podczas smażenia nie używam więcej niż ta początkowa łyżka oleju, ale jeśli stwierdzicie, że jest potrzebne jeszcze kilka kropelek, to natłuszczajcie patelnię "co kilka naleśników" . Na jednego naleśnika wylewamy ok. 0,5 chochli ciasta i rozlewamy je po patelni, tworząc bardzo cienki placuszek. Obsmażamy przez kilkanaście sekund z każdej strony, nie pozwalając żeby się zbytnio przyrumieniły, przerzucamy łopatką - najlepiej współpracują te delikatnie ścięte, mięciutkie crepes ;)



Rozmrożony wcześniej szpinak osączamy z wody. W małym rondelku rozgrzewamy łyżkę masła, ścieramy czosnek i podsmażamy przez kilkanaście sekund na wolnym ogniu ciągle mieszając. Wrzucamy czosnek i przykrywamy garnuszek pokrywką, dusimy przez kilka minut. Następnie dodajemy pokruszony ser feta, dokładnie mieszamy całość, przyprawiamy gałką muszkatołową i świeżo zmielonym pieprzem. Dusimy szpinak jeszcze przez kilka minut, mieszając od czasu do czasu. Próbujemy i w razie potrzeby dodajemy szczyptę soli. 
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C. 
Najlepiej w okrągłym naczyniu żaroodpornym tworzymy nasz tort-lasagne. Układamy naleśnik, na nim cienką warstwę farszu i tak na przemian, kończąc naleśnikiem. W garnuszku topimy 2 łyżki masła i dodając łyżkę mąki mieszamy, tworząc zasmażkę. Dolewamy mleko i najlepiej trzepaczką mieszamy całość bardzo intensywnie, pozbywając się jakichkolwiek grudek. Kiedy sos zaczyna gęstnieć doprawiamy go gałką muszkatołową i solą i stale mieszając wylewamy na lasagne. Przysypujemy całość serem mozzarella, posypujemy suszoną bazylią i wstawiamy bez przykrycia do piekarnika na ok. 20 minut. 


Jeśli ser zacznie się od razu przypiekać to warto naczynie jednak przykryć.
W międzyczasie możecie przygotować swój ulubiony sos czosnkowy - ja jak zwykle robię go na bazie jogurtu naturalnego, czosnku,odrobiny soli, pieprzu i świeżej bazylii :) 



Orzeźwiającym dodatkiem będą na pewno pomidorki koktajlowe, sąsiadujące dyskretnie z daniem głównym ;) 


Smaczneeeeeeeego!:)

* wystarczy Wam połowa porcji ciasta- jajko zostaje jedno ;) 
** możecie korzystać ze świeżego, niestety zimą łatwiej zdobyć ten mrożony
*** nie przygotowujcie sosu beszamelowego wcześniej, niż to zapisałam - gęstnieje bardzo szybko i nie jest atrakcyjny, kiedy ubierze się w kożuch ;) 










poniedziałek, lutego 17, 2014

Kilka ciepłych słów, RD i Chilli sin carne..z mango - a'la Ola !

Wczoraj było gorąco, pracowicie i wspaniale!! Colorsoffood po raz pierwszy brało udział w Restaurant Day Poland. Przeżycie niesamowite, co prawda dość późno zostałam "dokoptowana" do ekipy, więc wszystko robiłam na wariackich papierach, ale baaaaardzo im za to dziękuję! Wiem już, jak takie dni wyglądają, co i w jaki sposób należy przygotować, żeby się nie zapalić (tak, tak..prawdziwy ogień też się przypadkiem pojawił:D ) z natłoku zajęć! 


   Restaurant Day w Poco Loco

Frekwencja dopisała, a ja usłyszałam masę ciepłych, miłych słów! Chętnych do przekąsek inspirowanych Italią z mojego wczorajszego stołu zapraszam do mailowania : info.colorsoffood@gmail.com. :)
Następnym razem obiecuję przygotować się lepiej od strony informacyjnej - już niedługo zobaczyć można będzie gdzieniegdzie znaczek colorsoffood - bądźcie czujni!

Restaurant Day za mną, a spędziłam go w gronie najlepszych i bardzo jestem z tego dumna. Każdego z nich możecie odnaleźć na facebook'u i śledzić poczynania zacnych chefów, cukierników i miłośników podróży!
A oto i oni:
Słodki duet -  https://www.facebook.com/dulzuramaldita?fref=ts

Omnomnom i przyjaciele - https://www.facebook.com/OmnomnomIPrzyjaciele?fref=ts
Chef Julek - https://www.facebook.com/ChefJulek?fref=ts
Iga i Gabi - https://www.facebook.com/pages/Wino-Na-Widelcu/164437503712439?fref=ts

Swoją przygodę z podróżami oraz z zagraniczną kuchnią zaczęłam właściwie jakiś rok temu. Jest to dość krótki czas, w którym zobaczyłam kilka pięknych miejsc, dzięki osobom, które mnie otaczają - od nich również nauczyłam się i usłyszałam bardzo wiele. Jeśli nie stanęłam w tych miejscach stopą, to byłam oczami wyobraźni, jeśli nie poczułam smaku na języku, to usłyszałam i poczułam wyimaginowany zapach łechcący podniebienie.. Jest to niewielka kropla w morzu Świata, ale za to niesamowicie słodka. W kuchni uwielbiam kombinować, wiele jeszcze nie wiem, często się jeszcze potykam - to o gramy mąki, to o szczyptę soli, o zakalce, zwietrzalce, gorycze i drewniane łyżki. Przeklinam spalone "dolnym grzaniem" spody ciast, zapomniane mięso na patelni, liczę pęcherze i odciski, a z każdym z nich jestem bogatsza o nowe doświadczenie i wiedzę. I niezależnie od tego jak wiele łez uronię, ile krzyku z siebie wydam, na końcu zawsze pojawia się uśmiech - bo coś się udało, bo komuś smakuje, a jeszcze inny robi "mmmm.."..
Piotrek, Marta, Munio, Jula, Krysia, Julian, Tomek, Ania, Mateusz, Magda i wiele, wiele innych - dziękuję Wam za to, że pokazaliście mi inną, ciekawszą, bardziej kolorową stronę Świata. Pokazujecie wciąż i będziecie pokazywać, a każdy uścisk dłoni, słowo otuchy, setki metrów w górę, do przodu i na boki będzie bardzo cenne - jestem tego pewna!

Dość już moich wywodów nie do końca o jedzeniu.. Teraz czas na nasz dzisiejszy wege-vegan-bezglutenowy wręcz obiad!
W wersji vegan wykluczyć trzeba będzie raczej sos Worchester.

Przygotowanie całego dania, łącznie z posiekaniem warzyw zajmuje ok. 1-1,5 h. Jest baardzo przyjemnie sycące, u nas dziś na talerz podleciało z kus-kusem, w wersji gluten free polecam żółtą polentę albo jaglaną!:)
Dlaczego z mango? Żeby było inaczej. Jako że - jak wszystkim wiadomo - jestem szczęśliwym mięsożercą, to poszukiwanie wege przepisów nie jest dla mnie niezbędne. Kiedy przygotowuję coś bez mięsa, staram się potrawę w jakiś sposób urozmaicić, żeby nawet mięsożercy byli usatysfakcjonowani i nie marudzili pod nosem, że chcą schabowego ;) Od dziś znów przez dwa tygodnie mam czas na warzywne eksperymenty - później wraca na tydzień najbardziej wdzięczny smakosz moich potraw, którego podczas posiłku bez mięsa może usatysfakcjonować jedynie cieniutka pizza margherita.. na szczęście moimi dłońmi wyrobiona ;)
Do dzieła!



Chilli sin carne z mango  (ok. 4-5 porcji)

Składniki:
1. puszka czerwonej fasoli
1. puszka białej fasoli
1. puszka pomidorów krojonych
1. papryka czerwona
1. czerwona cebula
3 laski selera naciowego
3 małe marchewki
1 duży ząbek czosnku
1. mango
ok. 2 cm świeżego imbiru
1 limonka
1/2 papryczki chilli (lub cała, w zależności od upodobań;) )
2. łyżki sosu Worchester
2. łyżki sosu sojowego
sól
szczypta curry
1. łyżeczka słodkiej papryki
1. łyżeczka ostrej papryki
łyżka miodu
2. łyżki oleju do smażenia
świeża natka pietruszki






Przygotowujemy duży garnek lub głęboką patelnię z grubym dnem. Warzywa i owoce myjemy, obieramy, kroimy w małe kawałki/kostkę. Posiekany drobno czosnek wrzucamy na rozgrzany olej, smażymy kilkanaście sekund cały czas mieszając, po czym dodajemy cebulę. Całość podsmażamy ok. minutę na dość dużym ogniu stale mieszając, następnie zmniejszamy nieco ogień i dodajemy posiekane seler, marchew i mango - smażymy, wciąż mieszając, dodajemy paprykę, pomidory, pokrojoną i oczyszczoną z pestek papryczkę chilli  oraz drobno starty na tarce imbir. Całość mieszamy dokładnie i zmniejszamy ogień do minimum, przykrywamy garnek pokrywką. W małej miseczce przygotowujemy przyprawy - wlewamy sos sojowy, Worchester, dodajemy suszone papryki i curry. Wszystkie składniki mieszamy do połączenia i dodajemy do potrawy. Po ok. 20 minutach dodajemy fasole. Od czasu do czasu mieszamy potrawę, a jeśli nasze Chilli zbyt szybko gęstnieje dolewamy odrobinę przegotowanej wody. Po ok. 45 minutach sprawdzamy, czy wszystkie składniki są odpowiednio miękkie i na tym etapie dodajemy łyżkę miodu oraz wyciskamy sok z limonki. Całość mieszamy, zwiększając odrobinę moc palnika. Po upłynięciu godziny cała potrawa powinna być gotowa - wystarczy spróbować, doprawić do smaku i podawać!


Kilkanaście minut przed podaniem przygotujcie sobie wybraną przez Was kaszę - chyba że chilli sin carne wjeżdża na stół samotnie, a wasze podniebienie chce się delektować jedynie potęgą warzyw :) Całość posypcie natką pietruszki i wcinajcie!





Smacznego! Nasze było pyszne - lekkie słodko-ostre danie;)
Zapraszam na kolejny przepis wege w najbliższym czasie. A po drodze może jakieś mięsko i coś słodkiego.. ? ;)

sobota, września 14, 2013

Zupa krem z dyni z miodem, cytryną i kuminem




Czas dyniowy, to czas pieczenia, gotowania, sztukowania... jak zawsze dla mnie ;)
Kiedy za oknem leje i "mrozi", mam ochotę się nie wynurzać, zamknąć w ciepłej kuchni, upichcić coś nowego, coś co pozwoli zapomnieć, że na dworze panuje brzydka jesień!
Nie mam absolutnie nic przeciwko tej porze roku, ale tylko wtedy kiedy jest piękna, chłodna, ale słoneczna i wszystko się złoci. Bo kiedy pada, zacina i wieje to wszystkie kolory blakną.. A moja zupa pozostaje intensywnie miodowo-żółta, parująca i aromatyczna! Pachnie przywiezionym z Maroko kuminem i rozgrzewa niesamowicie!
A w piekarniku kuchnię grzeją pomidory, ale o tym później ;)

Zupa krem z dyni z miodem, cytryną i kuminem

Składniki:
1,5 l bulionu warzywnego 1/2 mniejszej dyni, obranej, bez pestek
3 łyżki miodu
sok wyciśnięty z jednej, małej cytryny
sól
świeżo mielony, kolorowy pieprz
świeżo mielona suszona papryka chilli
3 łyżeczki kuminu
1/2 łyżeczki kurkumy
2 łyżki oliwy z oliwek
garść łuskanego słonecznika
jogurt naturalny

Najpierw przygotowuję bulion. Ja swój gotuję około 2 godzin, wrzucając pokrojoną w plasterki/kostkę marchewkę, pietruszkę, seler, por i posiekaną natkę pietruszki, delikatnie solę, nie dodaję żadnych kostek rosołowych. Po godzinie gotowania dorzucam 2 liście laurowe, tym razem nie dodaje ziela angielskiego :) Możecie przygotować dowolny bulion, ale dość istotne jest pokrojenie warzyw, ponieważ zmiksowanie tego później jest dużo łatwiejsze ;)
Dynię kroję na niewielkie kawałki wykładam na małą blaszkę, obtaczam w 2 łyżeczkach kuminu, posypuję kolorowym pieprzem i skrapiam oliwą. Wstawiam na 15 minut do rozgrzanego piekarnika ( ok. 180 st. C). Po wyciągnięciu dynia powinna być odrobinę bardziej miękka i delikatnie podpieczona. Tak przygotowaną dynię wrzucam do gotującego się bulionu i zostawiam całość na małym ogniu. Wsypuję 1 płaską łyżeczkę soli, gotuję jeszcze ok 40-50 minut, do momentu kiedy dynia będzie całkowicie miękka. W trakcie gotowania dodaję miód, dokładnie mieszam całość, a następnie wsypuję kurkumę i kilkakrotnie przekręcam młynek z chilli - ile razy? Wszystko zależy od tego, jak bardzo pikantne potrawy lubicie ;)
Kiedy dynia jest miękka zestawiamy garnek z palnika i pozwalamy zupie chwilę przestygnąć, a następnie dokładnie wszystko miksujemy blenderem. Po tej operacji, garnek wraca na palnik i podgrzewam całość do momentu ponownego zagotowania, dodaję pozostałą łyżeczkę kuminu, a następnie wlewam sok z cytryny. Dokładnie mieszam, gotuję jeszcze kilka minut, cały czas mieszając, próbuję (!!!), w razie potrzeby doprawiam, a później chwytam chochlę, nalewam zupę, na wierzch wrzucam łyżkę jogurtu i przysypuję łuskanym słonecznikiem. 5 minut i... zjedzona ;)



                                                 Smacznego :) 

piątek, lipca 12, 2013

Lekko pikantna zupa paprykowa z szafranem

Jako że przyszły wakacje i mam trochę więcej czasu wolnego, obiecałam sobie, że spiszę wszystko to, co upichciłam  ostatnimi czasy, a nie zapisałam - oczywiście. Jestem za to notorycznie ścigana, dlatego też żałuję i postanawiam poprawę ;)

A pierwszym z nich będzie mój ostatni, skromny wyczyn - bardzo smaczny, lekki obiad, a w rzeczywistości zupa-krem z pieczonych papryk z dodatkiem szafranu.
Błądząc gorącym przedpołudniem po wykrywaczu smaku (KLIK), w poszukiwaniu jakiejś "innej" zupy, trafiłam na ciekawe zdjęcie, ilustrujące żółtą zupę z czerwonej papryki.. jako że zmodyfikowałam składniki, moja zupa żółta nie jest, ale zakładam że jest równie smaczna :)




Lekko pikantna zupa paprykowa z szafranem

Składniki:
2 l bulionu (wedle uznania wege lub nie)
ok. 5 dużych papryk ( mogą być kolorowe, ale zdecydowanie z czerwonymi współpracuje się najlepiej)
3 duże ziemniaki
2. młode cebule
2 ząbki czosnku
2. młode marchewki
oliwa z oliwek
słodka, mielona papryka
przyprawa curry
papryczka chilli
suszona bazylia
płaska łyżeczka szafranu


W pierwszej kolejności włączamy piekarnik, aby nagrzał się do ok.250 st. Następnie oczyszczamy papryki z pestek, przekrajając je na pół. W małej miseczce rozrabiamy oliwę z suszoną bazylią i mieloną papryką, a następnie smarujemy przygotowaną oliwą każdą z połówek papryki. Po dokładnym wysmarowaniu (z każdej strony) wkładamy je na ok. 10 minut do rozgrzanego piekarnika. Kiedy skórka sczernieje, wyjmujemy papryki, odstawiamy na kilka minut pod przykryciem, a jak już odetchną to obieramy je z owej czarnej skórki. Tak jak napisałam wcześniej, proponuję czerwoną paprykę, ponieważ z zielonej i żółtej bardzo opornie odchodzi skórka!
Oczywiście zakładam, że bulion już dochodzi ;) Podzczas gdy papryka skwierczy w piekarniku, zabieram się za krojenie w drobną kosteczkę cebulek i marchewki, przygotowuję też ziemniaki, które również (obrane;)) kroję w kostkę. Jeśli cebule są wybitnie małe, lepiej dodać o jedną więcej. Tak pokrojoną cebulkę wrzucam na rozgrzaną łyżkę oliwy, a po chwili dorzucam do niej marchewkę. Od razu posypuję je solidną szczyptą curry i mieszam, aż do zeszklenia tej pierwszej. Kiedy cebula jest już gotowa, ucieram na tarce 2 ząbki czosnku i podsmażam na WOLNYM OGNIU przez kilkanaście sekund. Nie polecam robić tego dłużej, bo czosnek gorzknieje i może nadać całości nieprzyjemnego smaku, a tak, pozostawi pyszny, pachnący aromat!
W tym czasie na pewno nasza papryka jest już gotowa, dlatego wyciągamy ją z pieca i odstawiamy, a cebulę, marchewkę i czosnek zalewamy bulionem i pozostawiamy na średnim ogniu. Pozbawione skórek papryki kroimy w dość duże kawałki, a następnie wrzucamy do zupy wraz z ziemniakami. Całość gotujemy kilkanaście minut, od czasu do czasu mieszając, a w międzyczasie dodajemy pokrojoną w drobną kosteczkę i oczyszczoną z pestek papryczkę chilli. Zestawiamy zupę do delikatnego przestygnięcia, a następnie miksujemy ją blenderem na gładką masę. Tak zmiksowany krem wraca na palnik, gdzie dodajemy sól do smaku (jeśli zajdzie taka potrzeba) i figurujący w tytule szafran! Płaską łyżeczkę szafranu wsypujemy do zupy, mieszamy całość kilkakrotnie i zagotowujemy.
Teraz pozostaje nam tylko zajadać się smacznym, aromatycznym, lekko pikantnym kremem, który proponuję podać z odrobiną jogurtu greckiego już na talerzu.




                                                                      Smacznego!!